27 11

ogrzej się przy mnie

Zimą w ogrodzie nie musi być smutno…

Mimo, iż wszystkie zimozielone rośliny wynurzają się spod śnieżnej kołdry, w dni, w które nie ma słońca jest jakoś szaro i ponuro. Śnieg skrzypi pod nogami, gdy przymrozi mocno i z zimna zacieram ręce. Chciało by się gdzieś ogrzać, więc wbiegam do domu. Jeszcze w butach wrzucam do kominka kilka kawałków drewna i czekam na ciepło, które ogrzeje mi dłonie. Spoglądam za okno… Dziś przyjdą goście. Zrobię im niespodziankę! Prawdziwą przygodę pod gołym niebem, nie tylko przy świetle księżyca.

Historia „ognistych koszy” sięga tysięcy lat wstecz. Jednym z najbardziej znanych jest  kosz z  latarni w Pharos – w jednym z siedmiu cudów starożytnego świata. Widoczny z daleka, doprowadzał żeglujących marynarzy bezpiecznie do portu.

W tym roku zimą widziałam je w Sztokholmie: w ogrodach koło domów, przed domami towarowymi, wszędzie. Tam to już tradycja. W zimową aurę, zaśnieżony ogród można świetnie „ogrzać” takim płonącym koszem. Widok jest fantastyczny, a wokół niego bardzo bardzo ciepło.

 

 

 

 

 

Dziś i ja mogę zaproponować Wam taki tradycyjny, ręcznie robiony szwedzki kosz. Ta majestatyczna pochodnia z Röshults rozjaśni ciemności nocy w zimie i stworzy przytulną atmosferę w czasie letnich wieczorów. Ustawiony centralnie zbierze wokół przyjaciół na długie rozmowy. Wykonany ze specjalnie hartowanej stali nie boi się gorących płomieni.

Może też i do nas przyjdzie mroźna i śnieżna zima… A jeśli nie, to latem przyjemnie usiąść wieczorem przy strzelających w górę płomieniach i kieliszku lekko schłodzonego białego Chardonnay…

 

Oryginalnych pochodni Röshults szukaj tylko w HAFART.

 

Źródło photo: Röshults, Szwecja